Autorem serii jest Rafał Sobierajski.

Tytułowe przesłanie pochodzi z pewnego bardzo mądrego, choć pozornie zabawnego filmu promującego pewien festiwal techno. Ale jest w tym czysta prawda, dlatego postanowiłem posłużyć się tym cytatem z wuja Zygmunta i zatytułować nim cykl tekstów, w których będę polecał Wam muzykę.

Czasami gitarową, czasami polską, a czasami nie. Uznałem, że jedynym słusznym wyznacznikiem, poza moim gustem, jest jej jakość. Oceniana subiektywnie, ale mam nadzieję, że w większości się ze mną zgodzicie. Jeśli nie, też spoko, z dyskusji często powstaje coś dobrego. Ale nie przedłużając, lecimy.

Marylin Manson – popkultura, performance, ale i jakość

Czy Marilyn Manson to popkultura? Zdecydowanie tak. Czy mainstream? Już od dawna nie. Natomiast wciąż uważam że to jeden z ostatnich, obok Madonny i Lady Gagi, wielkich performerów w muzyce. I nawet jak nie jest w formie, co potwierdził ostatni koncert na Torwarze, to wciąż jest to Artysta przez duże A. I udowodnił to ostatnią płytą, Heaven Upside Down.

Wiem, że wielu fanów zachwyciła poprzednia płyta, The Pale Emperor, ale mnie zwyczajnie znudziła, wolę tego żywiołowego, ekscentrycznego, przebojowego Mansona, i taki jest ten album. Wydaje się że to powrót do tego, co ostatnio serwował na Mechanical Animals, a wciąż brzmi świeżo.

Szkoda, że nie potwierdził tego na ostatnim koncercie na Torwarze, podczas którego sprawiał wrażenie znudzonego, a cały performance wydawał się być odwalany na siłę… No ale cóż, każdy ma gorsze i lepsze dni. Tak czy inaczej, płytę polecam mocno.

Do you even djent bro?

Polski odbiorca muzyki gitarowej jest odbiorcą bardzo konserwatywnym. Świetnie mają się u nas klasyczne gatunki, death, thrash, black metal, odradza się heavy (szkoda że w tak patologicznym wydaniu jak Nocny Kochanek), natomiast nie za bardzo przyjęły się nowe gatunki takie jak metalcore czy djent. Co dziwi, bo kilkanaście lat temu polscy odbiorcy szaleli na punkcie numetalu, który był dużo bardziej rewolucyjny niż te dwa gatunki.

Jako jeden z tych, którzy wtedy oszaleli, i tych którzy metalcore’u i djentu słuchają namiętnie, przyznam że nie do końca rozumiem. No ale jest jakaś prawidłowość w tym, że jak coś jest łatwe i widowiskowe, to się przyjmuje, dlatego cały kraj ogląda Mundial i regularne baty reprezentacji, a nieduży procent kibicuje w innych dyscyplinach w których Polacy są mistrzami.

W każdym razie dwie kolejne propozycje będą odpowiadały tym właśnie gatunkom.

Jinjer – w studiu i na żywo

Wschodnia Ukraina, Donbas, Gorlovka. Tutaj szła linia frontu w trwającej wciąż wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Stąd pochodzi zespół Jinjer.

I to jest niesamowite, że mając tak niełatwe warunki i start ci muzycy osiągnęli tak niesamowity poziom. Pamiętam jak kilka lat temu z moim nieistniejącym już zespołem graliśmy z Jinjer kilka koncertów w Polsce, i wtedy byliśmy pod wrażeniem kunsztu, dbałości o szczegóły w muzyce i wizerunku, konsekwencji, uporu, i ogromu talentu jaki na pewno mają. Instrumentalnie jest to poziom światowy, ale to, co Tatiana potrafi zrobić ze swoim głosem, to jest coś niesamowitego.

O naturalnym, świetnie wyglądającym, i jednak w jakimś stopniu przemyślanym performance scenicznym nie wspominam. Mówi się, że “na płycie to każdy umie”, no to zapraszam na koncerty, sami posłuchajcie i wrócimy do tematu, OK?

Jinjer studyjnie:

A teraz live:

Nu-metal, rapcore, djent – co się dzieje w Polsce?

TERAZ POLSKA, czyli dwie propozycje z rodzimego podwórka. I przyznaję, że jest w tym trochę prywaty, bo oba zespoły znam (pierwszy lepiej i bliżej), oba lubię muzycznie i personalnie.

Ninja Syndrom, bo o nich chcę wspomnieć, to jeden z kilku dosłownie polskich zespołów, które próbują zarażać rodzimych słuchaczy djentem. Nie brakuje go w kompozycjach, a nawet w tych pozornie łatwiejszych w odbiorze on wciąż gdzieś w brzmieniu jest słyszalny.

Uwielbiam tych facetów, byłem z nimi na dwóch trasach, widziałem, co potrafią na koncertach. Połączenie dwóch wokali: rapu i screamów/czystych wokali jest co prawda inspirowane (mało w Polsce popularnym) Hacktivist, ale zezpołów z jednym śpiewającym wokalistą jest od groma i jakoś nikt nie twierdzi że ten model jest autorski 😉

Poza tym, porównania do brytyjskiego Hacktivist są raczej komplementem. Panowie mają na koncie dwie EP (obie dostępne na ich Youtubie, EP II również do odsłuchu w serwisach streamingowych), trzecia jest na finiszu. Ta ostatnia będzie o tyle ciekawa, że za produkcję odpowiada Daniel Bergstrand, producent takich gigantów jak Meshuggah, In Flames, czy nasz rodzimy Behemoth.

Panowie zarejestrowali w jego szwedzkim studiu trzy utwory i to one, wraz z bonusami, ujrzą światło dzienne jesienią. Czy to muzyka dla każdego? Nie. Czy jest łatwa? Nie bardzo. Czy jest dobra? Technicznie to najwyższy poziom, produkcyjnie również, a jak się słucha – oceńcie i dajcie znaka.

Ich ostatni klip na YouTube: Haters:

Poznań to dość płodne miasto jeśli chodzi o muzykę, jest matecznikiem thrashu (Acid Drinkers, Flapjack), części polskiego hiphopu (52, Słoń), ale mimo że wymienione rzeczy lubię i szanuję, najbardziej spośród poznańskich kapel cenię HOPE.

Bo kto powiedział, że rap z gitarami mogą robić tylko Amerykanie? I kto powiedział, że Poznaniacy nie zrobią tego lepiej? Nikt, dlatego zrobili to i zrobili lepiej. Bo o ile porównania do Limp Bizkit są naturalne, o tyle Hope to nie jest zespół który kontynuuje stylistykę. Dla nich to jest tylko wyjściowa, z której idą dalej swoją drogą. I mimo że niedawno zrezygnowali z dwóch wokali (w modelu podobnym do Ninja Syndrom, czyli rap – Kroto i growle/screamy – Zima), to Kroto naprawdę świetnie wypełnia całą przestrzeń mikrofonową, mimo że Zima to bardzo dobry wokalista i frontman i obawiałem się jak będą wyglądały koncerty bez Niego. Już obaw nie mam.

Można się spodziewać, że nowa płyta będzie bardziej w klimacie uwielbianego przeze mnie i rzesze fanów kawałka * (gwiazdka), to sugerują oba single z nadchodzącej płyty, (a zwłaszcza drugi, Tired of Waiting które są bardzo przebojowe, a mniej rapcore’owe niż dotychczas.

Myślę że to dobra zmiana, bo kto zna ten zespół, a przez 12 lat sporo ludzi go poznało, wie, że na żywo takiej energii i naturalności niewiele bandów jest w stanie dowieźć. I to udowodnili podczas koncertu na dużej scenie na Pol’and’Rock Festival w tym roku.

 

Tyle ode mnie na razie, liczę że uważnie przesłuchacie powyższe i podzielicie się opinią poniżej.


Rafal SobierajskiAutorem tekstu jest Rafał Sobierajski – związany na co dzień z branżą social media, lecz także bardzo mocno z rynkiem muzycznym – ex-wokalista nieistniejącego już (niestety) zespołu Another Source Of Light.

Więcej o nich: https://www.youtube.com/user/AnotherSourceOfLight/about

 

Grafika w nagłówku: Jinjer (UA), Poznan, 2nd May 2014 https://www.deviantart.com/khayi/art/Jinjer-458087979 autorstwa khayi


Comments (2)
  1. Jacek (reply)

    Sierpień 17, 2018 at 7:25 am

    Polecam również z Polski zespół Mama Selita.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *