Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś Jeśli naprawdę dbasz o swe imię, pozostaniesz biedny. Czy miał rację? Nie można temu stwierdzeniu odmówić sensu. Chociaż z drugiej strony, dlaczego nie? Zabierzmy się do tego.

Prawda to zgodność z rzeczywistością. Jednak nie uciekniesz od subiektywizmu w ocenie prawdy, bo ktoś musi tę zgodność stwierdzać – jest to zwykle jednostka. Jednak na ocenę wydawaną przez jednostkę wpływa jej cały bagaż, a także otoczenie – gdyż zgodnie z koncepcją prawdy kolektywnej, mamy skłonność do uznawania za prawdziwe to, co do czego zgodna jest większość ludzi w naszym otoczeniu.

Wróćmy jednak do głównego tematu, bo jest moim zdaniem dość ciekawy.

Yang Zhu, autor słów wrzuconych w tytule, chciał, jak mniemam, w swoim stwierdzeniu wyrazić mizogonistyczne i pesymistyczne podejście do kondycji społeczeństwa, w którym działając uczciwie, jest się skazanym na porażkę.

Jednak to nie lekcja filozofii (a może jednak?)… Dlatego pofruńmy sobie z tym tematem trochę dalej. Czym jest dbanie o swoje imię dzisiaj? Imię można kreować. Wizerunek można kreować. Media społecznościowe to bal przebierańców. Może nie przebieramy się za piratów i księżniczki, ale gruba tapeta i maska wenecka to już standard.

Pisałem o tym już w tekście Klątwa wizerunku. Nawiązywał do tego ostatnio też Grzegorz Miecznikowski w swoim wyznaniu i  Wysoka cena sukcesu (między innymi o pudrowaniu wizerunku, pod którym czai się depresja i myśli samobójcze).

Jeśli w jakikolwiek sposób wykorzystujesz media społecznościowe do osiągania wymiernych celów (zdobycie klienta, poderwanie dziewczyny, zaimponowanie znajomym), to czy mijasz się z prawdą?

Czy publikując zdjęcia na Instagramie, na których jestem uśmiechnięty, manipuluję odbiorcą? Tworzę wizerunek osoby radosnej. Tak będę odbierany przez użytkownika mediów społecznościowych, który tylko przez nie ma ze mną styczność. Czy to jednak fałszowanie rzeczywistości?

Mamy duży problem z interpretacją tego, co widzimy. Wydajemy sądy na podstawie bardzo pobieżnych obserwacji. Nasz umysł działa tak, że musi klasyfikować rzeczywistość na podstawie dostępnych informacji.

Jeśli stwierdzimy, że „dbanie o swoje imię”, o którym pisał filozof, to bycie w 100% szczerym ze wszystkimi (mam na myśli nie tylko wstrzymanie się od kłamstwa, ale także od ukrywania prawdy) i dbanie o to, aby postrzeganie naszej osoby przez innych odbywało się w oparciu o możliwie pełny zestaw informacji, to wpadamy w pułapkę. Czy jesteśmy innym winni pełną transparentność? W imię (sic!) czego? W takim układzie, rzeczywiście daleko nie zajedziemy.

Yang Zhu (powtarzam niestety za Wikipedią) był skrajnym indywidualistą i zwolennikiem egoizmu etycznego. Zatem jego słowa „Jeśli naprawdę dbasz o swe imię, pozostaniesz biedny” można odczytać także jako przestrogę – jeśli odsłonisz wszystkie karty, będziesz miał ciężkie życie.

Z jednej strony transparentność i zrzucenie maski ma walory oczyszczające. Daje poczucie ulgi. To rozwiązuje problem psychicznej presji. Czy jednak rozwiązuje pozostałe problemy, z jakimi trzeba zmierzyć się w życiu?

Szukając jakiegoś sensownego rozwiązania postuluję, aby przede wszystkim być w zgodzie z sobą. Zbytnie chwalenie się sukcesem, gdy wiesz, że nie idzie ci dobrze, zacznie prędzej czy później być ciężarem. Niepotrzebnym ciężarem. Nie musisz odsłaniać wszystkich kart. Nie popadaj jednak w manierę zbytniego kolorowania rzeczywistości, bo twoje wykreowane ja zacznie działać deprymująco i demotywująco. Tak też niczego nie osiągniesz.

Życie jest trudne, ale trzeba sobie jakoś z tym radzić. Zbytnie napalanie się na sukces i uprawianie propagandy tegoż jest tak samo kiepskim pomysłem, jak pełna transparentność i pokazywanie, jak słabi jesteśmy w zderzeniu z codziennymi problemami.

Arthur Schopenhauer by Vallotton.jpg

By Félix Vallotton – Bibliothèque nationale de France, Public Domain

Gify użyte w tekście pochodzą z GIPHY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *