Słucham sobie streamu z Metal Blade Records na YouTube (osadzone niżej; polecam śledzić kanał ze względu na takie smaczki) i na bieżąco piszę tę recenzję. Nie będzie to efekt 10-krotnego przesłuchania płyty, lecz świeże wrażenia.

Co prawda nie słuchałem BEHEMOTH! w pierwszych latach ich twórczości. Ten okres kiedy Cliff Burton został wyrzucony za pijaństwo, dołączył do Nirvany, a po samobójstwie Kurta założył Queens Of The Stone age… to nie do końca moje klimaty (muzycznie i pod względem jakości produkcji).

A tak na serio…

„Satanist” całkowicie zmienił mój pogląd na tą formację. Także nagrania live umieszczone na krążku „Le Messe Noire” – robią robotę. Jadą chłopaki jak czołg.

Nowa płyta „I loved You at Your Darkest”… Pomimo 3 singli, z których jeden jest mocny (Wolves ov Siberia), drugi moim zdaniem niezły, chociaż nie urywa (God = Dog), a trzeci, nie bójmy się tego powiedzieć, po prostu słaby i bez pomysłu na kompozycję (Bartzabel; chociaż o tym parę słów jeszcze poniżej), mam nadzieję, że płyta jako całość się wybroni. Obym nie musiał pluć sobie w brodę po przesłuchaniu całości.

Przy okazji – polecam śledzić Metal Blade Records na YouTube właśnie ze względu na takie smaczki 🙂 Na Spotify póki co dostępne są same single. Zespół wie, jak krok po kroku budować napięcie i windować sprzedaż. I nie jest to żaden zarzut.

Lista utworów:
1. Solve (Intro) – 02:04:59
2. Wolves Ov Siberia – 02:54:06
3. God = Dog – 03:58:68
4. Ecclesia Diabolica Catholica – 04:49:48
5. Bartzabel – 05:01:24
6. If Crucifixtion Was Not Enough – 03:16:71
7. Angelvs XIII – 03:41:37
8. Sabbath Mater – 04:56:67
9. Havohej Pantocrator – 06:04:43
10. ROM 5:8 – 04:22:65
11. We Are The Next 1000 Years – 03:23:56
12. Coagula (Outro) – 02:04:46

No to po kolei…

Wolves ov Siberia

Gdyby nie ten singiel, miałbym dużo bardziej krytyczne podejście do tego krążka. Jednak za jego sprawą nabrałem apetytu na całą płytę.

God = Dog

Moim zdaniem trochę na siłę kontrowersyjny, jednocześnie płytki tytuł, który ma szokować słuchacza RMF FM i widza Tańca z Gwiazdami. Kawałek średni, ma swoje momenty, nie porywa. Dźwiękowo, petarda, ale oczekiwałbym czegoś więcej. Intro początkowo sugerowała, że płyta będzie być może bazowała na trochę bardziej sludge’owym brzmieniu. Nic bardziej mylnego.

Ecclesia Diabolica Catholica

Petarda. Wykorzystanie chórów wcale nie kiczowate, jak mogłoby się wydawać. Naprawdę wielkie propsy za jakość produkcji (tu więcej o fachurach wspierających zespół). Kompozycyjnie też nie ma się do czego przyczepić. Zmiany napięcia, elementy akustyczne wymieszane z orkiestralnym pie*dolnięciem – kawał muzyki. Nie jest może to najbardziej innowacyjne granie, bo kawałek równie dobrze mógłby się znaleźć na „Satanist”, ale trudno to uznać za poważny, krytyczny argument.

Bartzabel

Jak już pisałem wcześniej. Widziałem teledysk parę dni przed przesłuchaniem całej płyty. Słuchałem kawałka, jak tylko wyszedł. No i rozczarowałem się. Myślałem, że coś się wydarzy. Nic się nie wydarzyło. Ten numer jest jak jedno wielkie intro, które poza mocnym akcentem na początku, w ogóle się nie rozwija. Główny motyw jest eksploatowany do bólu. W połowie utworu zaczynam się nudzić. Tym bardziej, że wiem, że już nic więcej się nie wydarzy. A gdyby tak dodać zwieńczenie jakimś monumentalnym solo? Coś w klimacie, który znamy z Blow Your Trumpets Gabriel? Mogłoby być ciekawiej.

Edit: myślę, że słuchając wcześniej dość dużo The Satanist (studyjnie, jak i w postaci Le Messe Norie (live)) nastawiłem się na bardzo konkretny sposób grania. Bartzabel z czasem podoba mi się coraz bardziej. Parę tygodni po napisaniu tej recenzji coraz bardziej przekonuję się do tego numer u i coraz częściej właśnie po niego sięgam bezpośrednio odpalając Spotify.

If Crucifixtion Was Not Enough

Numer z większym tempem. Trochę momentami miałem skojarzenia z „O Father O Satan O Sun!” – pewnie będzie koncertowym no. 1 z tej płyty. Behemoth słynie ze świetnych gigów, a tego typu numery, robią przy graniu na żywo fenomenalną robotę.

To, co mi się podoba, to zmiany tempa. Budowanie napięcia. Świetna praca sekcji rytmicznej (to w ogóle jest 90% jakości, którą gwarantuje Behemoth w ostatnich latach). Riffy może ciut przewidywalne, ale dalej przyjemnie się słucha.

Kompozycja jest jakby odwrócona, bo zamiast z powolnego grania przeradzać się w kawalkadę blastów, prezentuje się zupełnie inaczej i wygasza się pod koniec. Podoba mi się. Jako wyjątek 😉

Angelvs XIII

Kwintesencja blackened death metalu. Słuchając każdego kawałka, jakość produkcji zwraca uwagę. Wokale, bębny, gitary, wszystko wyraźnie słychać z właściwym rozłożeniem dynamiki.

Jeśli wydaje ci się, że „If Crucifixtion Was Not Enough” daje kopa, posłuchaj „Angelvs XIII”. Nawet przy wstawkach akustycznych czuć niesamowitą energię, a numer nie do końca zwalnia swoje tempo.

Sabbath Mater

Kolejny mocny numer. Jeśli ktoś zarzuca Behemothowi, że przestają już grać ciężko, powinien mocno puknąć się łeb.

W tym kawałku świetnie pracuje perkusja. Stopa dudni jak wściekła, ale przy tym słychać popisy na talerzach i wysokich tomach. Są zmiany groove’u, dobre przejścia. Takie granie w metalu kocham. Riffy budują dynamikę, bas dopełnia brzmienia. Kompozycja się rozwija i w paru miejscach zaskakuje. Czy to już progressive blackened death metal? 🙂 Tak to powinno wyglądać. Tego mi zabrakło przy „God = Dog” i „Bartzabel”.

Utwór pokazuje pełne spektrum tego, co Orion, Inferno i Nergal mają do zaprezentowania. Cymes.

Havohej Pantocrator

Utwór wita nas mrocznym gitarowym intro z ciężkimi bębnami i basem budującymi napięcie. Na koncertach również powinien przypaść do gustu publice, chociaż nie tak ciężki. Brzmieniowo – czuć powiew zimnego, norweskiego powietrza. Więcej black niż death metalu. Co kto lubi. Dobry numer, ale po prostu mnie nie porwał. Klimat buduje akustyczna gitara uzupełniająca ponure brzmienie.

Plus za zmianę w końcówce utworu. Lubię, gdy kompozycja do czegoś zmierza i osiąga jakiś etap kulminacji.

ROM

Inferno potrafi w intro. Pokazuje to nie po raz pierwszy. Potrafi też w różnorodność. Pierwsza minuta tego utworu to kilka zmian groove’u, świetne wykorzystanie talerzy, zagranie pauzą, przejście do blastów – to jest muzyka proszę państwa. Później w trakcie utworu pojawiają się świetne przejścia, także wykorzystujące popisy na ride i wysokie tomy, co zdecydowanie nie jest standardem w extreme metalu. Jednocześnie w 3/4 utworu perkusja zna swoje miejsce, nie można zarzucić wychodzenia przed szereg. Sekcja rytmiczna 6/5.

ROM to mocny numer rozjeżdżający słuchacza na miazgę. Nie aż tak rozbudowany kompozycyjnie, ale robi robotę. Czekam, aby posłuchać na koncercie.

We Are The Next 1000 Years

Na tym etapie płyty Behemoth już nie bierze jeńców, nie oszczędza nikogo. Po naprawdę mocnym „ROM”, wchodzi kolejny kawałek, który można by postawić jako wzorzec gatunku (stylistycznie).

W refrenie świetne przejścia, dobre riffy, z basem przejmującym na chwile pierwsze skrzypce 😀 LOL, wiem, jak to brzmi. Potem blackmetalowy klimat, zwolnienia tempa, dość konwencjonalne, ale świetnie pasujące przejście (niemalże jakbym słyszał conga) i mroczne wygaszenie.

Coagula (Outro)

Pod koniec słyszymy znowu trąby (Gabriela?). Jakby dziesięć upadłych aniołów dmących w rogi jechało czarnym czołgiem przez norweskie bagno na pełnej. Kurtyna. Zamknięcie płyty majestatyczne, pozostawiające słuchacza z apetytem na więcej, lecz zdecydowanie nie nazwałbym tego niedosytem…

Od paru lat rzadko kupuję płyty. Słucham muzyki głównie via Spotify. Jednak czasem robię wyjątek – to będzie jeden z nich.

I jeszcze…

Warstwę liryczną pomijam w tej recenzji. Albo kogoś to kręci albo nie. Śmieszą mnie fani i kindermetale, chcący być mroczniejsi od Belzebuba i wszystko traktują tu dosłownie. To nie moja bajka. Jednocześnie rozumiem konwencję i zamysł – zarówno pod względem realnego przesłania, jak i komercyjnego sznytu.

Na koniec odsyłam do wywiadu z członkami zespołu (chociaż głównie odzywa się Adam Darski, co nie jest żadnym novum). Zobaczcie, co sami mają do powiedzenia o nowym krążku i otaczającym go klimacie:

Comments (1)
  1. Panda (reply)

    Październik 31, 2018 at 7:36 pm

    Taka muzyka to coś dla mojego chłopaka ale nie dla mnie, nie moje klimaty 🙂 Bardzo fajny wygląd bloga. Gratuluję! Dbacie o każdy szczegół i to się ceni. Brawo! Tytuł zachęcił i nie żałuję odwiedzin. Adam Darski – ciekawa i barwna postać polskiej muzyki. Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *