Wpis powstał z myślą o osobach zainteresowanych żywnością oznaczoną jako bio, eko, organic, czy co tam jeszcze.

Po pierwsze w zdecydowanej większości jest to chwyt marketingowy, który z ekologią ma niewiele wspólnego.

Zauważcie, że żywność eko w marketach jest bardzo często dodatkowo opakowana. Dodatkowe śmieci, w tym bardzo często plastik, farby i kleje z etykiet.

Do tego żywność EKO bardzo często pochodzi z jakichś egzotycznych rejonów świata. Szkodzi to naszej rodzimej produkcji (np. po co nam jabłka zagraniczne, skoro Polska jest 4. producentem jabłek na świecie). Paradoksalnie, za sprawą globalizacji i silnej pozycji negocjacyjnej dużych korporacji skupujących żywność w dalszych regionach świata, kraje, od których kupujemy na dużą skalę żywność też nieraz na tym tracą (nacisk cenowy, utrata bioróżnorodności, niedobór tradycyjnych produktów na ich rodzimych rynkach – poczyajcie o awokado).

Do tego generuje dodatkowy ślad węglowy wynikający z transportu.
Polecam lekturę artykułu na blogu To tylko teoria:

https://www.totylkoteoria.pl/2018/07/bycie-eko-ochrona-przyrody.html

W kontekście wykorzystania przestrzeni (czyli patrząc z perspektywy tego, ile jedzenia możemy wyprodukować z jakiej powierzchni) rolnictwo „intensywne” też jest w skali planety lepsze, niż ekologiczne. Brzmi absurdalnie? Jak produkcja przemysłowa może być lepsza od działań „tradycyjnego” rolnictwa? Rolnictwo ekologiczne, potrzebując więcej przestrzeni, prowadzi do tworzenia w ujęciu statystycznym monokultur ograniczających bioróżnorodność.

Ciekawe źródło z szerszym opisem i rzetelnymi źródłami naukowymi:

Uwaga – zanim to przeczytacie – lojalnie się tłumaczymy. Zajmie to wam trochę czasu ale mamy nadzieję, że warto i…

Gepostet von Neuropa am Mittwoch, 20. September 2017

Cytuję:

Obecnie około 38% ziemi (która nie jest pokryta lodem czy zmarzliną) na świecie jest wykorzystywana do produkcji jedzenia. To sporo – szczególnie biorąc pod uwagę, że jednocześnie przyrasta liczba ludności i będzie nas 9-10 miliardów a kraje biedniejsze bogacą się co powoduje, że ich mieszkańcy będą konsumować wkrótce więcej kalorii na mieszkańca. To realny problem, z którym przyjdzie się nam mierzyć w najbliższych 30 latach jednocześnie walcząc z poważnymi skutkami zmian klimatu, które grożą bezpieczeństwu żywieniowemu.

Nie jest to zatem dobry model produkcji żywności w skali planety, a przecież o środowisku trzeba myśleć globalnie. Oczywiście korzystniej dla planety by było, gdybyśmy po prostu, w ujęciu nominalnym, produkowali mniej żywności. Prowadzi to do innych wniosków – przeludnienia i konsumpcjonizmu (także z uwzględnieniem bogacących się krajów „trzeciego świata”, którym chyba nie odmówimy lepszego jadłospisu). Problem jest złożony, ale kwestii efektywności produkcji,

Jeśli zatem kupujesz eko ze względu na ochronę środowiska, to musisz to przemyśleć chyba raz jeszcze…

Jeśli natomiast preferujesz żywność EKO ze względów zdrowotnych, to również warto się zastanowić (analogicznie z produktami fit/ light, które także są niezłym wybiegiem marketingowym i wcale nie muszą wpływać pozytywnie na zdrowie).

Żywność organiczna wcale nie musi być zdrowsza, a stosowanej w jej produkcji pestycydy wcale nie muszą być lepsze tylko dlatego, że nie powstały w laboratorium (niektóre wykazują nawet większą toksyczność: https://www.totylkoteoria.pl/2018/05/rolnictwo-ekologiczne-pestycydy.html).

Odmiany warzyw wyhodowane przez człowieka tak samo są używane w rolnictwie tradycyjnym, jak i ekologicznym. Przeczytaj artykuł dietetyka – dra Damiana Parola – i zobacz, czy przypadkiem nie wpadasz w pułapki myślenia o „naturalnych” produktach (także w kontekście medycyny naturalnej i generalnie trendu na bio/eko/organic):

Jeśli chcesz bardziej dbać o zdrowie, to zredukuj alkohol i tytoń. Zacznij chodzić na spacery. Wyjeżdżaj za miasto. Nie truj siebie i sąsiadów paląc w starym piecu byle czym. Nie garb się przed komputerem i rób przerwy w pracy. Wysypiaj się! Zadbaj o odpowiedni bilans kaloryczny i podaż witamin. To da Ci więcej niż jedzenie EKO bananów.

Tak samo można by było się rozpisywać o GMO i tym podobnych wątkach, które są przedmiotem sporów politycznych z dużymi pieniędzmi w tle. Każda żywność jest modyfikowana genetycznie. My też jesteśmy zmodyfikowani genetycznie, nota bene.

Hodowla, uprawa, selekcja nasion – to wszystko wpływa na zmiany w gatunkach. Jeszcze raz odwołam się do artykułu Parola:

Odmiany warzyw powstałe z dzikiej kapusty

Żeby nie było, że cytuję „tylko” naszych blogerów (przy czym zaznaczam, że oba cytowane wyżej blogi prowadzone są przez naukowców, dziennikarzy naukowych, popularyzatorów nauki z odpowiednim zapleczem i wykształceniem), przywołam jeszcze na koniec artykuł z MIT Technology Review o wymownym tytule „Sorry, organic farming is actually worse for climate change”… czyli – przykro nam, ale rolnictwo organiczne (ekologiczne) może być pod wieloma względami gorsze dla zmian klimatycznych:

https://www.technologyreview.com/s/614605/sorryorganic-farming-is-actually-worse-for-climate-change/

Warto to przemyśleć niezależnie od wyznawanych poglądów. Paradoks polega na tym, że można być (ideowo) wrażliwym na potrzeby zwierząt, środowiska, lokalnych kultur etc., ale jednocześnie (w imię tych wartości) im szkodzić.